sty
09
2011
2

wena o 3. w nocy.

Wieki tu nie pisałem. Wieki wieków. Amen. A tym razem – bez komiksu. Moje notatki gdzieś zaginęły.

Z pewnością bardzo wiele wydarzyło się w moim życiu. Chwile radości, smutku, entuzjazmu, depresji, zaskoczenia, rutyny. Cykl powtarza się z dnia na dzień. Budzę się, przeżywam wiele godzin męczarni lub zabawy, idę spać i budzę się na nowo – z nowym nastawieniem idę do przodu walczyć z codziennością.

Jakieś szczegóły? Tak, od wakacji mogę mówić do siebie per ‘totalnie uzależniony gnojek’. Próbowałem rzucić, ale nieskutecznie. Kilka dni postu i znów to samo. Codziennie powtarzam sobie w myślach ‘ty idioto’. I prawdopodobnie mam rację. Jak to jest, że takie małe gówno jest wstanie zrobić z nas, ludzi myślących, niewolników? Fakt – to nie tylko uzależnienie psychiczne, ale i fizyczne. Ale czemu nasz mózg nie jest w stanie nad tym zapanować?

Ostatnio nie robię nic poza opierdalaniem się. Zero nauki, totalne lenistwo. Nawet na dodatkowych zajęciach nic nie robię. Przychodzę tam sobie pospać lub, w przypadku angielskiego, pośmiać się trochę. I pospać. Może i przeczytałem ostatnio całe repetytorium gramatyczne poziomu B2 języka hiszpańskiego, ale bądźmy szczerzy – czy coś z tego pozostało mi w głowie? Nie, a powinno. Uczę się tego języka już… 5 lat? i nadal nie jestem w stanie wydusić z siebie najłatwiejszych sformułowań dotyczących życia codziennego.

Od długiego czasu w kółko oglądam Przyjaciół. Dosłownie w kółko. Czego bym nie robił – w tle z laptopa wyświetlany jest ten niesamowity serial. Niby zwykły sitcom o grupie przyjaciół, ale jednak prezentuje w zabawny sposób sytuacje, z którymi kiedyś będę się musiał zmierzyć. Czy kiedyś będę umiał w tak humorystyczny sposób przedstawić moje problemy? Od niedawna natomiast oglądam popularny serial „Sex and the city”. Nie muszę chyba wyjaśniać idei, przedstawianej w nim. Tak czy siak, oba te seriale tworzą w mojej głowie bardzo wiele pytań, na które odpowiedzi nie znam. Niektóre z nich są tam stawiane wprost, ale wciąż pozostawiają miejsce na odpowiedź, której nie jestem w stanie udzielić samemu sobie. Jedno z tych pytań brzmi: czy całe nasze życie opiera się na umiejętności powiedzenia komuś jednego zdania, które po angielsku brzmi „I’m over you”?

Skoro już wcześniej wspomniałem o szkole – może mały wykład tego, co rozpocznie się już 3 maja tego roku?

Matura. Jedno słowo, które przeraża wszystkich uczniów klas maturalnych. Oczywiście tych, którzy chcą dostać się na dobre studia. Ale czym jest ten egzamin, którego nazwy nie można wymawiać? Kilka godzin stresu całkowicie wpływającego na nasze życie w przyszłości. Coś, co tak naprawdę nie przedstawia naszej realnej wiedzy ani przygotowania do przyszłego życia w pracy czy rodzinie. Czy powinniśmy się aż tak przejmować tym jednym lichym egzaminem? Teoretycznie bez dobrego wyniku nie można dostać się na dobrze prosperującą uczelnię. Ale czy to wszystko? Tysiące studentów nie wie, co chciałoby robić po ukończeniu nauki. Wybrane kierunki są tylko zapchajdziurą do ich pustych życiorysów i podań o pracę, której tak naprawdę nie chcą. Ale trzeba zarabiać. Nawet już studiując to, co się chciało, można zmienić zdanie, nie odnaleźć się lub po prostu nie poradzić sobie z wymaganiami. Czy więc matura powinna być jakimkolwiek wyznacznikiem naszej wiedzy?
Z drugiej strony trudno znaleźć lepsze rozwiązanie. Kiedyś istniały egzaminy wstępne na uczelnie wyższe i ludzie przygotowując się do nich rozumieli, czym są studia i czego będzie się od nich wymagać. Oczywiście stres był wielokrotnie spotęgowany, ale w pracy też nas to czeka. Czy wiemy, czym jest prawdziwy stres? Tego nie można się nauczyć w szkole – powiedział nastolatek, który nie wie, co go czeka i może się myli. A jeśli nie? Jeśli matura i emocjonalne przeżywanie przygotowań do niej (lub myśli na temat tego, że powinno się czegoś nauczyć) to właśnie przygotowanie nas do sytuacji stresowych, które zdarzają się dorosłym? Osobiście przeraża mnie fakt, że za kilka miesięcy zostanę poddany niesamowitej próbie, jakiej jeszcze nigdy nie przeżyłem. Uczę się? Nie. Myślę – jakoś to będzie. Chyba powinienem odłożyć stres na bok i logicznie podejść do całej sprawy. Stworzyć sobie plan nauki i się go trzymać. Przecież jak trudne może być przygotowanie się do jedenastu egzaminów?
Co tydzień piszemy sprawdziany i zaliczamy je na przeróżne oceny. Wybierając przedmioty zdawane na koniec naszej edukacji chyba wiedzieliśmy, co robimy – w naszych mózgach musiała znajdować się jakakolwiek pozostałość po długiej podróży przez liceum, gimnazjum, nawet podstawówkę. Spójrzmy prawdzie w oczy – ludzie zdają maturę z przyzwoitymi wynikami już od lat. Czy nie stać nas na to samo?

I tak oto pragnę zakończyć swój mało personalny wywód na temat mojego życia, kręcącego się tylko wokół nieustannych pytań na temat studiów i pracy.
Pozdrawiam.

Written by Maćkers. in: szkoła, życie | Tagi: ,
lip
09
2010
2

KONIEC.!

(lubię czasami moje reakcje <3)

KONIEC tego roku szkolnego!! Wreszcie! Chyba nie skłamię, mówiąc, że ten rok był dla mnie najtrudniejszym ze wszystkich pod względem pracy. Musiałem pogodzić ze sobą szkołę, zajęcia ze śpiewu, hiszpański, dawanie korków. Może nie brzmi to jakoś męcząco, ale takie było. Nie raz nie dawałem już sobie rady z tym wszystkim i cierpiała na tym moja edukacja. Ostatecznie skończyło się tak, że w szkole nie dowiedziałem się nic nowego, a mój hiszpański utknął w miejscu. Tylko śpiew jeszcze jako tako mi coś pomógł. To  była MASAKRA. Nie mogłem się doczekać końca. Dodatkowo już nigdy nie będę się musiał uczyć historii, biologii, geografii czy chemii. BOSKO <3.

Życie osobiste. Nosz kurwa, zły sobie moment wybrałem na pisanie tego. Bo ostatnio już jest coraz gorzej. Trudno mi o tym pisać. Bo są fazy. Co drugi mój wpis tutaj mówi o tym, że jest super, a pozostałe o tym, jak mi się w znajomościach wszystko pieprzy. Niestety teraz trafiło na ten gorszy okres, kiedy wątpię we wszystko, co tego dotyczy.

Miałem ostatnio  całkiem mądre przemyślenia – może taka moja rola na tym świecie, że muszę pomafać innym, a sam nie pomocy nie uzyskam. Jestem zdany na siebie. A inni ludzie są moimi – klientami? Oferuję im moją pomoc i jak psycholog radzę im, co mogą zrobić. Kiedy moja pomoc okazuje się już zbędna – zostawiają mnie. A ja ich właśnie wtedy potrzebuję.

Jeśli jest jakaś siła wyższa na tym świecie – mam nadzieję, że kiedyś wynagrodzi moją pracę jako pomocnik wszystkich wokół. Wieczny przyjaciel każdego bez żadnego przyjaciela u boku.

W dodatku moja ukochana nauczycielka wyjeżdża do Rosji i już jej nie będzie ;( I kto mnie teraz nauczy do matury z hiszpańskiego? No kto?! Przez miesiąc męczyłem się z tą tajemnicą, mając nadzieję, że to jednak żart… aż powiedziała swojej klasie… Eh!

Plany wakacyjne. Poniekąd legły w gruzach, kiedy okazało się, że w Macu mnie nie zatrudnią (oczywiście łatwiej jest się zatrudnić niepełnoletnim niż 18sto letniej osobie). Wiec jestem bez pracy.

Z wyjazdów – na samym początku wyjechałem na Majorkę na tydzień.Byłoby spoko, gdyby nie… No nieważne. Bądź co bądź cieszyłem się, że płynnie umiałem się dogadać. No prawie. (Dodatkowo pragnę wspomnieć, że klimatyzacja jest zła, a zwłaszcza ta z lotniska w Warszawie, która mnie przeziębiła).

A teraz dwa miesiące nudy i samotności (bo jak zwykle okaże się, że nikt nie ma czasu lub jest na jakimś wyjeździe).

“Hay que empezar de cero
para tocar el cielo…”

Waka Waka (Esto Es Africa) – Shakira

Nie chcę znów zaczynać od nowa. Ciągle to robię. Przez długi czas byłem kimś zupełnie innym. Lepszym? Starałem się. Widziałem dla mnie jakąś nadzieję. I znów nie wyszło. Wróciłem do swojego pesymistycznego “Ja”. Wy chyba wszyscy myślicie, że ja tak ciągle się zamartwiam? A zresztą… Myślcie, co chcecie.

Para que estaba haciendo todas esas cosas? Por que? Por que queria ayudarte? Y ahora no vamos a vernos mucho tiempo. Y tu no vas a enviarme ningun mensaje. No te importa que pasa conmigo. Tampoco te importa que todavia hablo sobre esto. Y tu vas a reirse de mi. Vaya que no vas a hacerlo. Este silencio significa para mi que todo eso se acabo… Que pena… Pero empiezo olvidarte…

Może w wakacje coś tu jeszcze napiszę. Może wreszcie będzie to jakaś dobra nowina? Mam nadzieję…

kwi
03
2010
2

…i jest dobrze.

Nie ma to jak porządny kwasik. Zwłaszcza o takiej godzinie. W sumie to Monique coś o tym wie :D Bo generalnie to ja o takich godzinach staję się szczery, bezpośredni… bo przestaję myśleć.

 

Sporo się działo. Jak zwykle zresztą…

No więc zacznę od tego, co wydarzyło się niemal tuż po porzednim wpisie – 18stka Marty. Miał być beforek i był. I kurczę – znów to zrobiłem – mieszałem (o skutkach później). Najpierw jako dowodowy kupowałem jednym, a Marek i Kulpa wcześniej kupili dla wszystkich z okazji ich urodzin. Więc było tego trochę, jeszcze dziewczyny otworzyły wino. Potem w stanie już lekko wstawionym próbowałem rozmawiać z Adą po francusku. Jeszcze z Jasiem chcieliśmy zrobić trój-języczną rozmowę :D Potem różne szczere rozmowy, nieprzyjemności ze strony różnych oSób. I dotarliśmy do klubu. Tam oczywiście doszły kolejne napoje + oddychanie szkodliwymi substancjami. I spotkałem Moro <3 Zupełnie przypadkowo… W wyniku tego ciągłego picia różnych napojów… Ekhem.. No troszkę nie bardzo pamiętałem potem, co się działo, latałem po klubie jak szalony… I zrobiłem się przytulaśny xD Ale po raz kolejny – nie żałuję, bo była dobra zabawa! :)

 

Nie chce mi się gadać o szkole. Temat rzeka, ale bardzo negatywny.

Co do zajęć dodatkowych – hiszpański cały czas opuszczam, bo po prostu coraz mniej mi się chce. Dodatkowo ostatnio chorowałem, wiec nie bardzo miałem możliwość fizycznego zmuszenia się do wychodzenia na jakiekolwiek kursy dokształcające.

A śpiew… No też ostatnio rzadko chodzę. W piątki organizuję sobie czas ze znajomymi (wreszcie!), a tak to byłem też chory. I niestety nie umiem swojej piosenki, którą mam śpiewać na konkursie. I pewnie skończy się tak, że na ten konkurs nie pojadę…

 

Miało być dobrze. I nie było. Akurat pisałem ostatni wpis w trakcie nieprzyjemnych zdarzeń i komplikacji. A pisałem tak, bo się dopiero zaczynały i ślepo chciałem w to wierzyć… Ale ostatnio, po różnych trudach, poprawiło się. Jest dobrze. I mimo problemów, które mogą nastąpić, wszystko znów się będzie układało. Bo tym razem jest nieco inaczej, niż to zwykle było. Mam nadzieję…

Ale ogólnie rzecz biorąc udało mi się uniknąć zwyczajowego corocznego mega doła. Był tylko mały. :P

 

No se porque ultimamente escribi lo todo. Ese dia fue comienzo de algo mas grande. Y a mi me sorpresa muchisimo que ahora es mejor. Mejor de verdad. Espero que no voy a destruirlo.

 

A w ogóle to ostatni tydzień był fajny! :D Boooo… w sobotę i niedzielę był festiwal. Co prawda bez tej typowej festiwalowej atmosfery, ale zawsze to coś innego. Wtedy bardziej przyjemnie przychodzi się do szkoły. No i w sobotę po wyjściu ze szkoły razem z niejakim Markiem S. poszliśmy na murek na stokłosach w celu wypicia niskoprocentowego napoju wyskokowego. A jako, że strasznie piździało, to się przeziębiłem (jak się potem okazało – on też :D ). Wiec w poniedziałek nie poszedłem do szkoły. We wtorek poszedłem tylko na jedną lekcję, żeby napisać sprawdzian (wiem, dziwny jestem :D ). A w środę olałem olałem szkołę. Bo w sumie byłem chory, ale nie aż tak…

Dodatkowo od kilku dni były plany na tą ostatnią środę, ale nie wyszły. Bo każdy mówił ‘o, trzeba coś zrobić w środę, gdzieś pójść’ i gówno, w szkole się nie ogarnęli. Na szczęście Matteo zaproponował mi tego dnia winko. Więc takowe zakupiliśmy, posiedzieliśmy trochę u mnie… Ogólnie jakoś długo tego popołudnia gadaliśmy. No i w ramach moich ulubionych zajęć (czyt. Maciej zwiedza Kabaty) –  szwędaliśmy się po ursynowie.

Czwartek był dniem pracy. Sprzątanie i kupowanie. Ale przynajmniej się nie nudziłem.

Natomiast wczoraj (w piątek) Matteo robił zdjęcia i wyciągnął mnie z domu (tak naprawdę stało się to tylko dlatego, że potrzebował gdzieś zostawić kartony i wykorzystał do tego mój dom, ale ćśśśśś :P ). A potem pizza :P A jak już wróciłem do domu to mega lenistwo, potem dużo sprzątania i komputer :D A jeszcze potem oglądanie filmu <3

 

Lubisz to, suko!

 

A dziśśśś… Dziś troszkę nudno. Niby wstałem dość późno… Małe zakupy. I siedzenie przed komputerem. :D

 

Jutro Niedziela Wielkanocna. Dlatego życzę wszystkim czytelnikom tego okropnego bloga wesołego jajca! :) (mokrego poniedziałku nie, bo ja sam nie lubię :P )

 

Pozdro.

Do następnego wpisu ;)

Written by Maćkers. in: życie | Tagi: , , , , ,
lut
24
2010
2

będzie dobrze!

Nie wiem jak innych, ale mnie rozwala samo wyobrażenie sobie tej ’spadającej mordy’. :P [a osoby komiksu są anonimowe]

Bardzo dawno tu nie pisałem. Z braku czasu w sumie i chęci. Poza tym komiksów brak. Bieda, wielki smutek. Co się działo?

No troszkę się wydarzyło. Skończył się semestr. Średnia 3,5. Maciej chyba się za bardzo rozbestwił, więc tragicznie się uczy. W dodatku prawie oblał semestr przez nie chodzenie na wf <3 W dodatku na koniec roku nie zda z biologii i już w ogóle będzie przeszczęśliwy.

Miałem też w międzyczasie test zaliczający z hiszpańskiego w Instytucie Cervantesa. Oczywiście, jak to na mnie przystało, zacząłem naukę dzień przed testem, do samego testu twierdziłem, że nic nie umiem, a po napisaniu myślałem, że nie zdałem. O dziwo się pomyliłem (miałem 80%) i zdałem. I teraz (muszę się pochwalić), będę chodził na poziom C1, który jest w chuj trudny i już zaczęliśmy robić mnóstwo słownictwa, którego nie mam i się nie nauczę <szatan>. W między czasie moja ulubiona nauczycielka mnie doszkalała, pokazując mi różne testy sprawdzające, ale jakoś tak wyszło, że się nie przydały. Ogólnie stwierdzam, że mam farta na tych testach, bo w wakacje też rozwiązywałem takowy i mimo, że wszystko strzelałem, to dostałem się na wysoki poziom. Hiszpański mnie lubi. Niestety nie na tyle, żeby dać mi się nauczyć.

Były też ferie. Niestety już się dawno skończyły. Bo w ciągu ferii miałem warsztaty ze śpiewu <33333333333333333333333333333333333333333333! Było super fajnie. Podniosły też moją samoocenę, co do mojego głosu i słuchu. Generalnie stwierdziłem, że słuch mam, ale muszę po prostu się słuchać i innych :P A nad głosem zawsze da się popracować. Dlatego zapisałem się na nieco mniej intensywne zajęcia w semestrze :D I będęęęęęęęęęęęęęęęę śpieeeeeeeewał :P

Dodatkowo uczyłem w ferie matematyki. I w trakcie zajęć z przykrością stwierdziłem, że pod względem materiału z matmy, to chcę wrócić do gimnazjum :P Jeszcze okazało się, że mojej wychowawczyni matematyczki nie ma w szkole na dłużej i mam jakieś ciągłe dziwne zastępstwa z różnymi nauczycielami, podczas to których inni matematycy okazują się jeszcze gorsi od Gosi. A myślałem, że to niemożliwe.

Ale poza śpiewem i korkami to było dość nudno. Wszyscy wyjechali albo się izolowali od świata (hahaha :D ), więc nie było z kim się spotkać nawet. No Ada mnie raz w czwartek pod koniec ferii zaszczyciła swą osobą i poszliśmy na kawę, do Maca i jeszcze do złotych, ale to jeden dzień. Następnego niby był mikro bibson, ale nie było to jakieś oszałamiające spotkanie. Kolejnego dnia. No było sobie coś takiego jednego. No i w niedzielę msza ze śpiewankiem <33

I ciągle jestem przeziębiony. Już nie wspomnę czyja to wina. Bo między innymi wina. (hah, super mega śmieszny żarcik słowny)

W sobotę bibka w klubie. Urodziny Marty. Która boi się prezentu od nas (i słusznie!), gdyż zapowiedzieliśmy jej, że jest dość duży. :D To będzie zabawne. I tradycyjnie beforek będzie. Taaa <3

A jutro może nie będę wydymany i pójdę na kawę <3 Buahahahahahahahaha.

[ EDIT: Zostałem wydymany :( ]

Myślę, że to najwyższa pora na hiszpański…

Joder. Joder. No me gusto esa situacion el viernes pasado. Y despues no querias perdonarme. Lo hiciste despues de haber sabido, que lo habia expectado de ti. Joder. Y joder porque no te gusta hablar conmigo. Especialmente en la escuela. Siempre dices ‘no es verdad, yo hablo contigo’ pero mientes. Y seguramente todavia piensas que mis bromas sobre sexo contigo fueron de verdad. Que estupido estas. Y yo – yo soy celoso de ti. Joder, joder. Y por que yo digo todo esto? Para que? Pero… Joder. Quiero que todo eso contigo nunca se acabe. Amistad conmigo nunca ha sido posible. O nunca habia sido hasta hoy. Vamos a ver. Pero no te alejes. Dime que me quieres a veces. Porque yo te amo, mi unico amigo (espero que amigo). Y entonces BĘDZIE DOBRZE. O no. Pero esta vez tengo que creerlo. Aunque todo el tiempo cancelas nuestros encuentros. JODER.

Jestem durny i durniejszy z każdą chwilą. :P Przyczynia się do tego kawa z rana + ARABy na fizyce tudzież inne Seksasy.

Na pewno o czymś zapomniałem.

Hahahah, o moich urodzinach! xD No były, ale to nic ciekawego. Oczywiście jak zawsze pytali mnie o dowód, to teraz prawie wcale. Na 10 przypadków pyta mnie może… 1 sprzedawca? O ironio…

Nie mam ochoty myśleć nad minionymi wydarzeniami.

PA.

(żegnam ozięble)

Written by Maćkers. in: szkoła, życie |
sty
08
2010
2

noworocznie.

To już naprawdę już koniec! A nauczyciele wcale nie są milsi… A to źle, źle, źle… No zależy w sumie…

 

Zacznijmy od początku.

Sylwester. Hmmmm… To dość trudny temat. Generalnie była zabawa i tą częścią bardzo się cieszyłem. Problem w tym, że niektórzy chyba specjalnie utrudniali mi zabawę. I to tak… hardo? Bywa. Ale… Była zabawa i zrobiłem dużo niesłusznych rzeczy. W sumie dużo gadałem po francusku… Aż za dużo. Po angielsku też się trafiła część :P  Ale nie żałuję! O.!

 

Nie wiem, czy od tego czasu stało się coś super mega. Niestety zaczęła się szkoła… 2 sprawdziany w pierwszym tygodniu, niezaliczone biegi na wfie… Utopia normalnie.

 

Aleeeee..! Dziś wf spędziłem dużo bardziej kreatywnie niż zrobiłbym to pojawiając się na lekcji :D Poszedłem na lekcję niemieckiego do innej klasy do mej ulubionej nauczycielki :P ( tak, wszyscy wiedzą, kto to :D ) Postanowiłem to zrobić, jako że ta klasa miała mieć klasówkę i mogłem zająć nieco czasu pani :D Myślałem, że da mi jakieś ćwiczonka z hiszpańskiego, ale nie :D Całą lekcję przegadaliśmy po hiszpańsku. Włączając w to rozmowy o szkole, francuskim, hiszpańskim (ofc!), a nawet o jej własnej klasie (“-Czy pani nas obgaduje? -Si.”) :D Było super. I pochwaliła moje umiejętności mówienia, które znacznie poprawiły się od zeszłego roku szkolnego :) Et mio amico preferito :D

 

Yo se que partes en espańol son horribles, pero a veces tengo que hacerlo. Como mi amigo preferido lo hacia dos veces en italiano. Como el, de veces en cuando no puedo expresarme en polaco porque tengo miedo de lo que otras personas digan… Es que… Espero que tenga… Ay. No puedo decirlo. En ningun idioma. Sino espero que entienda lo todo - es la tradición.

 

Ale udało się zacząć mój pomysł. Spisuję sobie powoli moich znajomych i opisuję moje relacje z nimi. Jak ich poznałem, jakie były w tym zmiany i jak jest teraz… Tylko boję się, że nie będzie mi się tego chciało dalej robić. A pomysł jest przecież spoko. Tak. I będę mógł kiedyś to przejrzeć i powspominać… :)

 

Na pewno jest coś jeszcze, o czym zapomniałem wspomnieć… Avatar, na który poszedłem sam, bo 4 na 4 pytane osoby miały angielski? Nie… Nic ciekawego… Może zedytuję posta, jak sobie przypomnę…

O, wiem! W niedzielę byłem na mszy i razem ze scholą śpiewaliśmy kolędy. I śpiewałem z niejaką Joanną zwrotkę Cichej Nocy (cichego moczu, by Martyna) po francusku, jak zapowiadałem :)

 

Estoy casi feliz :)

Dzięki :*

gru
24
2009
3

wigilia 2009.

Krótki komiks. W ramach tego, że Ada chce mnie zabić za różne insynuacje i tym podobne… :D

Wigilia. Święta. Świąt nie ma. Ja nie mam. Ale jest wyżerka (podobnie pisałem tu rok temu)… Bla, bla… Mam udawać, że lubię święta? Ehh… Ale jest coś, co lubię! Kolędy! :D ‘Feliz Navidad…’ <muza> :D

Haha, przedwczoraj było fajnie. Po wigiliach klasowych poszliśmy sobie z Karo, Markiem i Sebastianem do Ogrodu Jordanowskiego. Sebastian wpadł na ciekawy pomysł. Zrobienie kartki świątecznej z napisem ‘Wesołych Świąt’ zrobionym z… ludzi :D Robiliśmy sobie zdjęcia w pozycjach przypominających poszczególne litery :D I udało się. Fajnie wyszło. :) Tylko dupsko mi trochę odmarzło… :D

Hmm, co się wydarzyło od ostatniego wpisu? Byłem na jednej osiemnastce, która skończyła się kilkogodzinnym zgo… No tak. Wszyscy znają tę historię.

Pisałem olimpiadę z francuskiego xD Oczywiście nic nie napisałem, ale dla jaj można coś takiego zrobić… Zresztą zostałem poproszony, żebym też tam poszedł. Ale ku mojemu zadowoleniu, jednak trochę rozumiałem, co do mnie piszą. A przynajmniej rozumiałem polecenia. xD

Poza tym… Wigilia była. Klasowa. Z gimnazjum. Było duuużo plotkowania. Bo plotki to to, co Maciuś lubi najbardziej. :D

Dzień później schola, schola. Nie mogłem śpiewać, bo się ze mnie dźwięki nie wydobywały! :( Ale w końcu się… odetkałem. :D

Za tydzień Sylwester! :D Hahaha, może być suuuper. Oby! I nie upiję się, nie, nie! Chyba… :D Och, byłoby fajnie, gdyby było fajnie. W zeszłym roku… No cóż. Nie było tak, jak to sobie zaplanowałem.

Ej, ej! To już koniec roku… Prawie. Chyba muszę dokonać jakiegoś podsumowania.. Planowałem takie. Wypisać moich znajomych i jak zmieniły się moje relacje z nimi w ciągu ostatniego roku… Dobrze by było, żeby mi się chciało, i żebym miał na to czas… Trochę ludzi jednak znam, a niektóre znajomości były bardzo burzliwe…

Miesiąc bez trzech dni do moich osiemnastych urodzin! Ech, kto by pomyślał… Jakiż ja stary!

Koniec na dzisiaj… Feliz Navidad. Y El Ańo Nuevo, porque no si si escribire algo en una semana… Za ponad tydzień coś naskrobię… O sylwestrze i moich postępach w podsumowaniu…

Papa :*

Written by Maćkers. in: szkoła, życie | Tagi: , , , , ,
gru
09
2009
3

spać!

A to tak z okazji tego, że Ptych sypia nie tylko u siebie w domu :D No dobra żart.

To teraz taka dygresja na temat Jana. Jan. Jan jest domatorem. Nie lubi dużo jeździć. Kiedy istnieje możliwość niekreatywnego wykorzystania czasu na mieście – nie wykorzystuje jej. Woli wrócić do domu. A mówię o tym dlatego, że Jan jest moim całkowitym przciwieństwem. Po każdym względem. Ja bowiem, skoro już o tym wspomniałem, uwielbiam marnować czas na mieście. Nie muszę robić nic kreatywnego, czy sensownego. Dziś zerwałem się nie po to, żeby wrócić do domu, tylko wyszło na to, że wylądowałem w Galerii Mokotów. Z takim jednym głupim bananem :P

Spać, spać, spać! Nie tylko Jan bywa nieżywy z niewyspania. Wracam do domu i po prostu kładę się do łóżka. Dzięki temu już dwa razy nie poszedłem na dodatkowy hiszpański, a raz się spóźniłem na niego pół godziny :/ Po popołudniowej drzemce oczywiście nie mogę zasnąć do przynajmniej 1. w nocy, budzę się niewyspany i od nowa. A w szkole jestem chodzącym trupem.. Taaaa…

Ymprezky, ymprezky. W sobotę były połowinki mojego LO. Było fajnie, fajnie. Jeszcze beforek był. I dużo tańczyłem. Dużo, dużo. A jeszcze tydzień wcześniej impreza u Kacka. I znów mieszałem. Wszystko ze wszystkim.

Festiwal był. Co prawda nie miałem dużo roboty, ale też nie odpocząłem. Ale było całkiem sponio.

Uprałem sobie słuchawki. Znaczy były w bluzie, która poszła do prania. Jestem miszczem, wiem.. Boję się podłączyć je do komputera, bo9 mi jeszcze wybuchną, albo coś. I kurde, nie mam żadnych słuchawek…

Szkoła, szkoła! Źle, źle. Ciągle 2, 2. Nawet 1 i 1 to z jednej klasówki. Muszę się w końcu ogarnąć. Kiedyś. Ze wszystkim.

W piatek może znowu impreza. Urodzinowa. W Tworkach <3 I nie wiem, co zrobić, bo nie chce mi się tam iść samemu. Merde. Ale moze być dobra zabawa i moja niewolnica.. Ale nie mam prezentu. A tego uniwersalnego nie chce mi sie kupować. A raczej wykorzystać siostry do jego zakupu. Nic nie wiem. Jakiś mało decyzyjny jestem ostatnio.

Byłem dziś w gimnazjum. Przypadkowo, bo miała być wigilia koła teatralnego, a okazało się, że będzie za tydzień. I był tam Tomasz kłamca. Za dużo znam Tomaszów. Nawet tych z opowieści.. Niedobrze.

Zaraz to zamieszczę. A Martyna domaga sie wspomnienia, że ma wahania nastrojów. I że rodzę w sobotę. No właśnie. JA RODZĘ! xD 12 grudnia. Kurde. To 9 miesięcy minęło od marca. 12 marca. Pamiętam to jak dziś, kiedy Marek wziął mnie na szafce… No przyjemnie było, nie powiem. No dobra. Jestem pojebany xD

Swoją drogą polecam stronkę http://www.explosm.net/comics/ :D

Pozdro, poćwicz. :*

Written by Maćkers. in: szkoła, życie |
lis
21
2009
3

serce.

To tak pierwszy i pewnie ostatni raz. W ramach mojego niesamowitego talentu. J’ai incroyable talent. Do pewnej rzeczy.

A mój pies jest fajny!

Ten dzień nie jest mój, zdecydowanie. Dziwnie jest usłyszeć od kogoś, że nie podobałoby mi się na koncercie, na który nie poszedłem. To brzmi tak, jak gdyby ktos powiedział ‘nawet lepiej, że cię tam nie było’. A znajomi z gimnazjum, których nie widziałem z 1,5 roku, z którymi nigdy nie miałem dobrego kontaktu, dzwonią do mnie przed tymże koncertem i nawet chcieli, żebym tam wbił. Ogólnie sobie pogadaliśmy. I było milej niż…

Nie jestem po prostu objąć tego umysłem. Może tak musi być. Po prostu.

W czwartek. Było fajnie. Fajnie fajnie. I spróbowałem super drinaska! Albowiem gdyż za namową Martyny wypiliśmy jeszcze z Sebastianem wściekłe psy :D Dzieci, nie mieszajcie, dobra rada. Bo potem są tego złe skutki. I mistrz wieczoru ‘No coli to wy nie piliście.’ :D Może za tydzień będzie równie fajnie. J’espere que oui.

Francais. Mam manię ostatnio na punkcie tego języka.

W szkole jak zwykle. Klasówek na pęczki. Mam już powoli dość spania po maksymalnie 5 godzin dziennie. Ale bywa czasem zabawnie.

Quiero muchas cosas. Pues, no tan muchas, pero las necesito mucho mucho. No puedo hacer mas todo lo que hago ahora… Es que… Doy dańo a mis amigos y despues sufro mucho.

(nawet wolę nie myśleć, jak bardzo niepoprawnie to napisałem)

“Mój rozum krzyczy weź się w karby, lecz serce głupie, gdy się uprze!”

Ej. Jutro ma być lepsze. Wręcz rozkazuję. Będzie, juz się o to postaram. I Jan ma urodziny, to może już sam fakt tego sprawi, że jakieś pozytywne fluidy rozniosą się po świecie i nastąpi fluktuacja mojego humoru. Taaa…

Ja chcę wyżej śpiewać! Mam za małą skalę. Zdecydowanie. Ćwiczyć, ćwiczyć! Ćwiczę, ćwiczę. Canto mal. Pero voy a cantar mejor..

To był męczący dzień. Emocjonalnie. Jutro będzie dobrze. Pępek mi już tam doradził, Ada też miała niebanalny pomysł. :D Coś zrobię z dniem jutrzejszym..

Życzę wszystkim miłej nocy. Dobranoc.

Written by Maćkers. in: szkoła, życie | Tagi: , , , , , , ,
lis
06
2009
2

zima!

Jak zawsze jesteśmy dla siebie z Karo bardzo mili. Jest różnie, kwadratowo i podłużnie.

Ludzie się zmieniają. Nie zgadzam się z opinią Władysława Grzeszczyka, który twierdzi, że

“Człowiek się nie zmienia, człowiek czasem – po prostu – daje się tylko poznać z innej strony.”

Ludzie zmieniają się czasem nie do poznania. Zmieniają swoje poglądy, swoje metody postępowania, stosunek do innych.

dobra znajoma -> przyjaciółka -> suka -> znajoma? I to wszystko od końca roku szkolnego do teraz…

Koniec, koniec, koniec!

Hahaaaa, jest wspaniale. Niektórzy nieznajomi mniej zawodzą niż Ci bliscy. Najpierw liczyłem na coś. Potem myślałem, że to się nie stanie. I w końcu zostałem zaskoczony tym, czego się spodziewałem. Będzie biba!

Życie jest piękne! <3

W ogóle od ostatniego wpisu strasznie dużo się wydarzyło. Wolna chata przez 4 dni i codziennie wielka demoralizacja! Dodajmy do tego wielką spontaniczność i mamy najlepsze dni mojego życia. <33

Śpieeeeeeeeeeeeewać. Śpieeeeeeeewać. Śpiewać. Chcę, pragnę, pożądam. I sobie ćwiczę, ale nie wiem, czy jest dobrze. Czas na jakieś zajęcia.

Normalnie prawie zakochałem się we francuskim. Jest śmieszny :D Normalnie mnie bawi :D (i nie, to nie wina lekcji, na których ciągle się śmieje!)

Ale zupełnie nie umiem mówić w tymże języku. Ćwiczonka w książce itp. – spoko, ale porozmawiać z francuzem – nigdy. Zresztą podejmowałem kiedyś próby i troszkę bardzo nie wyszło :D

W szkole nie ma ponad 1/5 uczniów, a oni nadal jej nie zamykają. Wredni.

Wszystkiego najlepszego dla Moniutaaa! (tu piosenka ludowa xD) Z okazji wczoraj. :D

Haha, pewne dwie osoby odkryły wspaniały sposób na zestresowanie mnie. Normalnie nieustannie posyłają mi spojrzenia grozy xD Niby mnie to bawi, ale po dłuższym zastanowieniu myślę, że może coś się stało. Ale nie! :P (tak, wiem, mam dziwne problemy)

Nie mam weny, jak zwykle.

A szkoła sux. Wszystkim nauczycielom na mózg padło. Zapowiadają klasówkę na klasówce, niekiedy z miesięcznym wyprzedzeniem. Dlatego wdrażam czynny bunt – lenistwo.

Zima jest do dupy. Jeśli ktoś twierdzi, że zimy jeszcze nie ma, to jest w błędzie. Oficjalnie ogłaszam, iż zima nadeszła już w październiku i nęka mnie codzień. Zimno, zimno, zimno!

mamamamamamama, poker face! :D

Niebezpiecznie zacząłem olewać hiszpański. Nie robię prac domowych, nie uczę się, nawet opuszczam zajęcia. Leń silnia!

Jest tyle pięknych piosenek, a ja ich nie mogę zaśpiewać. Grrrrrr.

Spontan proszony jest o zgłoszenie się do biura obsługi klienta..

Eeeej, samotne piątki są złe, nie pozwalam na ich byt. Zdecydowanie się im sprzeciwiam. Czas na długoterminową organizację czasu. Mniej spontaniczności w sprawach piątkowych. (zapisano w notatniczku)

O, i chcę komórkę. Nokię, dotykową. Mam 3 faworytów: n900, 5800, 5530. Oczywiście ta pierwsza to nieco nieosiągalna (kosztuje jedynie 2500zł), ale dwie pozostałe – mmmmm… Od dwóch tygodni ciągle oglądam filmiki o nich i nie mogę się zdecydować. (problemy Macieja, ciąg dalszy)

Jeśli nie zrobię osiemnastki to będę miał kasę, ale i tak nie do wykorzystania. Kupcie mi na urodziny komórkę, okej? Pozwalam się wam złożyć :D

Strasznie chaotyczny ten wpis. Dlatego tu go skończę.

Pozdrawiam, do kiedyś ;)

Written by Maćkers. in: szkoła, życie | Tagi: , , , , , , ,
wrz
13
2009
3

głupia szkoła.

Ekhem. :D

Zaczęła się szkoła. Prawie na dobre. Obozy integracyjne dawno skończone, wszyscy nauczyciele wrócili. Już jedna klasówka była, kolejne czekają na swój termin. A ja nie chcę! Szkoła jest najgorsza, najgorsza. I mimo, że w szkole mam dobry humor, to po wyjściu od razu zaczyna się smutek, pewnego rodzaju żal… Eh.

To wszystko nie tak, a słowa już powiedziane, myśli już pomyślane, szansa stracona na zawsze… Merde.

Wczoraj widziałem się z Karoliną K. w Coffee. Po kawie oczywiście miałem niezaspokojony słowotok, bo musiałem iść na angielski. Miałem test. Całkiem o nim zapomniałem. Ale jakoś poszło. Będzie dobrze, bo być musi.

Głowa mnie boli. Od dwóch tygodni jestem chory. Najpierw bóle głowy, a teraz katar i kaszel. Masakrejszyn. A od szkoły i tak się nie wykręcę… Nawet nie chcę. Nadrabianie zaległości jest jeszcze gorsze, niż dostawanie jedynek od razu… Głupi polski i historia.

Zajęcia dodatkowe – uhh. Na nic nie mam już czasu, nic nie da się ustalić, z nikim nie można się spotkać. Niby się coś tam rozjaśniło, ale jak już zaczną się już wszystkie zajęcia, to chyba nie dam rady… Się zobaczy.

I wanna speak english. Y espańol. Et francais. Jak zwykle.

Dobra, koniec. Może kiedyś pojawi się kolejny komiks. Jak wytrzymam. Au revoir.

Written by Maćkers. in: szkoła, życie | Tagi: , , ,

Powered by WordPress | Aeros Theme | TheBuckmaker.com